Porwanie

FRAGMENT

Był styczeń - na termometrze minus 20 stopni Celsjusza i śnieg po kolana, a ja nareszcie skończyłam osiemnaście lat, a przecież takie wydarzenie trzeba uczcić. Wybrałam się, więc ze znajomymi na imprezę do klubu w mieście oddalonym od mojej wsi o około 30 km.
Wystrój klubu był przecudowny. Parkiet był podświetlany na fioletowe światła ledowe, lampy błyskały się, co chwile na inny kolor, a siedzenia były pokryte czarną skórą. Dj puszczał fantastyczne kawałki, akurat takie jak lubię. Jakby wiedział, co mi się podoba i co chcę usłyszeć. Barman też niczego sobie. Drinki robił jak zawodowiec, a z tego, co nam mówił w branży jest od trzech miesięcy. W miarę przystojny, gadatliwy, nawet złożył mi życzenia i coś tam podgadywał, ale jak dla mnie jest za stary, bo w styczniu skończył 24 lata. Po krótkim czasie jakiś przypadkowy mężczyzna - na oko dwadzieścia parę lat dosiadł się do nas i postawił nam kolejkę. Wysoki blondyn, dobrze zbudowany, pomyślałam, czemu nie i skorzystałam z okazji darmowego picia. Nie wnikałam, co i jak bo raczej nie zainteresował mnie na tyle, aby dowiedzieć się o nim czegoś więcej. Moi znajomi bardzo uradowani z darmowego alkoholu chcieli żebym się koło niego jeszcze trochę pokręciła, ale niestety zrujnowałam ich marzenia. 
Przez to całe picie widziałam ludzi podwójnie a czasami nawet potrójnie. W moim żołądku odbywała się rewolucja, na dodatek ten od darmowej kolejki ciągle się koło mnie kręcił. Parę razy prosił mnie do tańca, to z grzeczności zatańczyłam, ale po jakimś czasie znudził mu się taniec i chyba chciał czegoś więcej, jednak tego było już za dużo. Kiedy zaczął mnie dotykać tam gdzie nie powinien zaczęłam go odpychać, bronić się jak tylko mogłam, ale pijana dziewczyna ważąca 55 kg raczej dużo nie zdziała przy o głowę wyższym pakerze nawet, kiedy ten byłby bardziej pijany od niej. Na szczęście pojawił się jakiś wybawca. Na początku grzecznie poprosił blondasa żeby dał mi spokój, ale tamten zaczął się awanturować i krzyczeć, więc "mój" rzucił się na niego i zaczęła się walka. Oczywiście po chwili do akcji wkroczyli ochroniarze i wyprosili obu panów z klubu, czyli po prostu wyrzucili ich za drzwi... dosłownie.
Po paru tańcach alkohol trochę z nas wyparował, więc stwierdziliśmy ze znajomymi, że urodziny zostały już odpowiednio skonsumowane i po prostu się rozejdziemy.
Impreza się udała, a osiemnastka godnie uczczona. Nastał, więc czas na powrót do domu. Zamówiłam taksówkę, bo niestety autobusy nie kursują o trzeciej nad ranem, a pieszo to daleko bym nie zaszła. Byłam bardzo zadowolona, że wszystko się tak świetnie udało, dopóki nie wydarzył się pewien "incydent", a dokładniej: jakiś facet, który przechodził koło mnie przykuł moją uwagę, bo przechodząc ciągle wodził za mną wzrokiem, zdziwiło mnie to, więc też cały czas go obserwowałam i zanim się zorientowałam ktoś przyłożył mi do ust szmatkę. Cały świat nagle zawirował mi przed oczami i tak jakby ktoś zgasił światło. Niby spałam, ale słyszałam, o czym rozmawiają porywacze. Nie wiem, dokąd mnie wieźli, ale ktoś musiał to sprytnie zaplanować i znać każdy mój ruch. Dowiedziałam się wtedy, że cała moja rewelacyjna impreza była zorganizowana przez mojego oprawcę. Dlatego wszyscy byli tacy mili, a ten blondas miał mnie tylko wystraszyć żebym szybciej wyszła z klubu. Droga przy klubie była zamknięta i tylko pojazdy uprzywilejowane i VIP-y mogły tędy przejechać. Także nawet moja taksówka by nie dojechała.
Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu i znowu świat wirował. Przez chwilę widziałam tylko szarą podłogę i moje nogi, bo głowę miałam tak ciężką, że nie mogłam jej podnieść. Ręce miałam związane razem, przełożone za oparcie strasznie niewygodnego, twardego krzesła. Udało mi się wznieść głowę na parę centymetrów tak żeby dojrzeć kolejny element tego pomieszczenia. Była to stara siwa, pordzewiała szafka służąca do przechowywania narzędzi. Wiem to stąd, że miała otwartą jedną szufladę, w której były narzędzia. Przestraszyłam się, bo nie wiedziałam, co ten ktoś chce ze mną zrobić skoro trzyma tu takie rzeczy.
Powoli odzyskiwałam kontrolę i mogłam swobodniej poruszać głową. Skierowałam, więc ją przed siebie i wtedy go ujrzałam. Siedział na szarym blacie. Światło padało na niego od tyłu przez małe okienko, więc przez moment widziałam tylko jego ciemny zarys. Miał na sobie czarny podkoszulek, stąd też zauważyłam, że jest nie przesadnie umięśniony. Włosy miał krótko ścięte, ciemne, prawie czarne. Tyle zdołałam zobaczyć na początku. W końcu oderwałam od niego wzrok i szukałam wyjścia, jednak po mojej lewej była kolejna stara szafa. Też siwa, ale tym razem drewniana. Nigdy nie widziałam tak ponurego miejsca. Już moja piwnica wygląda przytulniej niż to szare, ciemne, chłodne pomieszczenie.
Nagle wybuchłam śmiechem. Z początku nie wiedziałam tak na prawdę, z czego się śmieję, ale potem uświadomiłam sobie, że to pewnie efekty uboczne tego „czegoś”, co było na szmatce. Nagle stanął przede mną. Dopiero teraz zauważyłam, jaki jest wysoki i wyrzeźbiony. Do mojej głowy dobijały się najgorsze myśli - zaraz mnie zabije, umrę - serce kołatało mi jak zwariowane, strasznie się bałam.  Z chwili na chwilę śmiałam się coraz ciszej i ciszej, aż w końcu przeszedł koło mnie i zatrzymał się za mną. Na mojej twarzy widniał uśmiech, który chciałam zlikwidować, bo wiedziałam, że to moje śmianie się tylko pogorszy sytuacje, ale ku mojemu zdziwieniu porywacz był w pełni opanowany, spokojnie i powoli schylił się, złapał mnie za ramiona i szepnął lekko zachrypniętym głosem:
 - z czego się tak śmiejesz kochanie?
Nie mam pojęcia, dlaczego ale moje ciało przeszył taki pozytywny prąd, a po chwili na mojej skórze dało się wyczuć gęsią skórkę. Jego głos i dotyk sprawiły, że się uspokoiłam. Odniosłam też takie wrażenie, że mimo tego, że mnie porwał gdzieś w środku jest ciepłym i wrażliwym mężczyzną i nie stanie mi się krzywda. Zdołałam uspokoić się na moment i postanowiłam, że nie dam mu po sobie poznać, że się boję, pomyślałam - musisz być twarda, nie masz nic do stracenia - i wtedy odważyłam się i odburknęłam mu:
- z ciebie a z czego innego?
Na to on, wciąż trzymając mnie za ramiona, przykucnął i znowu szepnął tym swoim zachrypniętym głosem do mojego ucha tym razem opryskliwie wzbudzając we mnie niechęć, odrzucenie i pogardę
- aż tak na ciebie działam słonko? Nic nie powiedziałem a ty się już śmiejesz. Widzę, że będzie nam tu razem wesoło. Chyba zatrzymam cię na trochę dłużej
Znowu serce zaczęło mi łomotać jak oszalałe, ale nie bałam się już, teraz się zdenerwowałam, bo nadal nie wiedziałam, czego on ode mnie oczekuje. Chciałam za wszelką cenę wyrwać się stąd i uciec jak najdalej od tego niby wrażliwego niby cwaniakowatego typa! Ale najpierw musiałam wymyśleć jak z niego wydobyć to, co najistotniejsze, czyli, po co mnie tu trzyma. Pomyślałam, że po prostu spytam. Niestety przez moje zdenerwowanie nie mogłam powiedzieć nic kulturalnie tylko poprzez krzyk i opryskliwość. Nasza rozmowa wyglądała mniej więcej tak:
- dlaczego porwałeś akurat mnie! Przecież nawet mnie nie znasz. Czego chcesz?!
- to prawda nie znam cię, ale od jakiegoś czasu obserwuję i musiałem cię w końcu poznać i wcale cię nie porwałem tylko wybrałem spośród kilku kandydatek - nieco mnie przeraził tymi słowami, zabrzmiało to jak jakby był psychopatą
- nadal nie rozumiem
- dobrze już wyjaśniam - uwolnił moje ręce złapał je swoimi dłońmi i pochylony nade mną objął mnie zbliżając się jeszcze bardziej, a mnie znowu przeszył dreszcz- jesteś moim ideałem - mówił wciąż szepcząc do ucha - twoje zielone oczy mają w sobie taką głębię, że zahipnotyzowały mnie jak jakiegoś głupca, który nie umie spojrzeć na nic innego - tym razem szepcząc do drugiego ucha kontynuował - twój uśmiech sprawia, że nawet najgorzej zasmucony człowiek w końcu się rozweseli - powoli przysunął twarz stykając się ze mną polikami - twoje usta są wprost stworzone do całowania - odchyliłam lekko głowę i spojrzałam mu prosto w oczy. Zobaczyłam wtedy, że są tak ciemne jak małe czarne guziczki. Przez chwile nie widziałam nic poza jego oczami, a ten wyczuł sytuację i mnie pocałował. Chciałam protestować, ale chyba za bardzo skupiłam się na tym, co do mnie mówi, zamknęłam oczy a on położył rękę między moją szyją, a barkiem i tym razem powoli kierując głowę ku dołowi znowu szeptał zaczynając od ucha – twoja długa szyja kusi tak mocno, że nie można się jej oprzeć - i pocałował mnie w nią. Potem powoli, delikatnie sunął ręką po moim ramieniu, co chwile muskając je ustami. Przejechał tak po całej ręce, aż skończył długim pocałunkiem na mojej dłoni, którą po chwili mocno chwycił i przyciągnął mnie do siebie, aż poderwałam się z krzesła. To zmusiło mnie do otworzenia oczu. Teraz staliśmy naprzeciwko siebie. Jedną ręką trzymał moją dłoń a drugą złapał mnie w talii. Jak do tańca. W pewnym momencie powoli mnie obrócił bacznie przy tym obserwując moje ruchy. Oczywiście ani na chwile nie przestawał mówić. W trakcie obrotu powiedział mniej więcej te słowa tym razem z niewinnym uśmieszkiem na twarzy – twoje ciało w każdym centymetrze jest idealne, pewnie nie jedna ci go zazdrości, a faceci ustawiają się do ciebie w rzędzie - teraz przyciągnął mnie do siebie tak mocno, że przez chwilę nie miałam jak złapać oddechu, po czym dodał znowu szepcząc do ucha - spójrz tylko na mnie. Mam na twoim punkcie obsesję, nie umiem się skoncentrować na niczym innym prócz ciebie, dlatego chce cię mieć teraz, tu, przy sobie, na zawsze.

Nie wiedziałam, co mam robić po tej odpowiedzi czy mam skakać, czy płakać, czy się cieszyć, czy może wpaść mu w ramiona. Znowu przeszył mnie ten pozytywny dreszcz. Doprowadził mnie do takiego stanu, że w pewnym momencie zapomniałam, co się właśnie stało i gdzie jestem. Myślałam tylko o tym, co właśnie do mnie powiedział. Myślałam o nim[...]

Spodobało się? Było nudne? Wyraź swoją opinię w komentarzu. 
Jeżeli tekst Ci się spodobał i chcesz przeczytać całość, również napisz to w komentarzu, a może niebawem udostępnię całość :)
Czytaj dalej »

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz